Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
24 posty 19 komentarzy

Z pozycji reakcjonisty

Safo - Komentarze do wydarzeń w Polsce i na świecie. Satyra polityczna.

TK jako nowa matka Madzi

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nowa matka śp. Madzi tym razem cudownie się rozmnożyła i przybrała postać sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Nowa matka śp. Madzi tym razem cudownie się rozmnożyła i przybrała postać sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Media ryczą o łamaniu porządku konstytucyjnego, tak jakby za czasów PO jakikolwiek był. Rozdmuchana afera ma też akcenty humorystyczne, jakimi bez wątpienia były okrzyki "precz z komuną" wznoszone przez... komunę w najczystszym wydaniu.
Platforma O. łka, jak nadwiślański bóbr z powodu "łamania demokracji". Nawiślańskie bobry podobno poszły na odstrzał z powodu podgryzania wałów przeciwpowodziowych.  Platformiarze wałów chyba nie podgryzali ale za to kompletnie zagryźli właśnie  demokracje. Może warto przypomnieć im o zebranych podpisach w sprawie referendów w kilku kluczowych dla społeczeństwa sprawach, które "dzieci Tuska" wrzuciły do kosza.
Przeciętny obywatel ma niestety w nosie zarówno TK, jak i zasiadające w nim czcigodne  persony. Większość o nim zresztą w ogóle nie ma zielonego pojęcia. Ludzie mają inne zmartwienia, w tym głównie jest to sprawa tzw. uchodźców i oczywiście poprawa warunków egzystencji.
Ktoś kiedyś napisał, że prawdziwa rewolucja i zmiany zaczną się dopiero wtedy, kiedy opanowany zostanie gmach na Woronicza. Na razie mamy ryczących komuchów i znaną grę w dobrego i złego policjanta. A Konstytucji nie należy łamać, tylko po prostu napisać ją od nowa.

KOMENTARZE

  • akcenty humorystyczne, jakimi bez wątpienia były okrzyki "precz z komuną" wznoszone przez... komunę w najczystszym wydaniu."
    -Któż lepiej od nich wie, jak komunista jest podły. (poza tym to jest okrzyk dla odwrócenia uwagi".. "łapaj złodzieja":))) SZCZĘŚĆ BOŻE!
  • @moher 01:50:01
    Koszerny knur i przewodniczący Rzepliński czy jak mu tam na obrzezaniu dano TK jawnie trzyma polityczną stronę PO. Takiego sędziego a tym bardziej przewodniczącego TK powinno się oddać natychmiast pod sąd ludowy. Cały ten TK powinno się rozwalić i zdefiniować od nowa jak to Orban zrobił. Teraz żydokomuszy TK służy wyłącznie mafii to blokowania reform których żydobankierskokomusza mafia nie chce. TK to zbrodnicza, antypolska instytucja. Teraz w TK siedzą polityczne szumowiny od mokrej politycznej roboty. To są nadzorcy reprezentujący interesy mafii a nie Polaków. A już przewodniczący koszerny knur Rzepiński nie zachowuje żadnych pozorów obiektywizmu. Nie on jeden zresztą.
  • @moher 01:50:01 oto mój mail przesłany Budce z wodogłowiem.
    Budka ty brakujące ogniwo łańcucha w teorii Darwina z wodogłowiem, nie ośmieszaj się swymi coraz bardziej idiotycznymi wypowiedziami,(ustępuję z kandydowania na szefa PO dla dobra Polski-hahaha!) ponieważ ośmieszasz całą palestrę i waszą przestępczą partię PO. Ty z wodogłowiem i IQ co najmniej kury powinieneś kury szczać prowadzać i nie tylko ty a nie w polityka i prawnika się bawić jak mówił o takich jak ty, wy marszałek J. Piłsudski. On wiedział co z takimi jak ty i wy robić! Bereza tylko, a na dziś to POkomusze chlewnie w Mucznym/Bieszczady!
  • @moher 01:50:01 to także wysłałem adresatowi.
    Koszerrumuńska przybłędo Petru ty śmieciu tylko ci koszerrumuński obrzeżańcu przypominam: Przestępstwa przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej Art. 127. § 1. Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności. § 2. Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określonego w § 1, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3. Art. 128. § 1. Kto, w celu usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3. § 2. Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określonego w § 1, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. § 3. Kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności urzędowe konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. Art. 224. § 1. Kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności urzędowe organu administracji rządowej, innego organu państwowego lub samorządu terytorialnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. § 2. Tej samej karze podlega, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego albo osoby do pomocy mu przybranej do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej. § 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 2 jest skutek określony w art. 156 § 1 lub w art. 157 § 1, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
  • @moher 01:50:01to także...
    Koszerrumuńska przybłędo Petru ty śmieciu chcesz wyprowadzić ludzi na ulice, a prezydenta Dudę straszysz Trybunałem Stanu... twoje i twoich szubrawców niedoczekanie, prędzej zostaniesz uchodźcą, powrócisz tam skąd tu przybyłeś ty śmieciu, lub na latarni zawiśniesz jak Polacy się wkurwią a tę garstkę twoich tępych przydupasów rozgonią!!! Koszerrumuńska przybłędo zapamiętaj te słowa: ,,Lepiej pogruchotać kości kilku polityków, niż wyciągać karabiny na ulice'' - Marszałek J. Piłsudski. Dla waszej swołoczy jest szykowana nowa Bereza, tym razem w chlewniach po komunie czyli w Muczne/Bieszczady. Tam będziecie mogli wiecować, protestować, urządzać marsze, etc.. razem z resztą tzw. "opozycji" nie znającej widać Królowej Nauk-Matematyki. Na pohybel z wami wszystkimi.! Koszerrumuńska przybłędo Petru Petru ludzie pójdą za tobą, w liczbie dwóch: ty i żyd Bucholtz vel Balcerowicz - będzie tłum jak nie wiem co! żadnemu Polakowi nawet przez myśl nie przyszło to, żeby popierać takich pasożydniczych bezpaństwowców jakim jesteś ty rumuński ycku Petru i te twoje "rumunki" które swoją karierę zawdzięczają dobrze płatnej "służbie" w korporacjach alfonsów przy drogach, czyli darożne inżynierki, w których są zatrudnione! Niepokoi jednak fala napływających UPAińców do Polski - funkcjonariuszy wprawionych w "majdanowe" metody, również należy mieć baczność na tych "polaczków" o "słowiańskich" rysach etnicznych, których w ostatnich 8 latach naroiło się jak pasożydniczej szarańczy! Zaznaczam jeśli Polacy wyjdą na ulice, to krew się poleje!. Wyczerpie się cierpliwość narodu. Nastanie czas rewolucji. Wtedy szczujące na PiS media, pseudo dziennikarze i skompromitowani politycy, będą szukać mysiej nory!. Czy myślisz człowieczku, że zachowasz głowę i władzę?. Nie bądź naiwny!. Zapłacicie za wszystko, od czasu 10 kwietnia, do dziś!. Za "okrągły stół" i za WSI!. Za kpiny z Prezydenta, z Rządu, z Polski i polskości. Za cyrki w Sejmie i pod Sejmem. Rachunek będzie długi i bolesny. Więc nie prowokuj narodu, którego nigdy nie staniesz się częścią!.
  • Zobaczcie jaką emeryturę ma ta b.qurwa, tramwajarka i kapuś MO i SB!!!!
    http://niezalezna.pl/uploads/still2015/144931599211177973622.jpg Krzywonos zapytana o gigantyczną emeryturę: "To moja prywatna sprawa"!!! Z oświadczenia majątkowego Henryki Krzywonos wynika, że jej miesięczna emerytura wynosi ok. 6200 zł brutto. To trzy razy więcej niż średnia emerytura w Polsce, choć Henryka Krzywonos była tramwajarką i pracowała w stoczni, a na emeryturę odeszła w wieku 56 lat. Skąd tak wysokie świadczenie?

    W oświadczeniu majątkowym Krzywonos, posłanka PO, napisała, że w 2014 r. otrzymała 74 771 zł emerytury. Miesięcznie to ok. 6230 zł. Mniej więcej tyle wynosiła generalska emerytura Wojciecha Jaruzelskiego... To kwota olbrzymia, ponad 3 razy większa niż średnia emerytura w Polsce.

    "SuperExpress" zauważa:
    Krzywonos-Strycharska nie była przecież sędzią, prokuratorem, emerytowanym wojskowym w wysokiej randze czy europosłanką. Takie osoby mają wysokie świadczenia. Krzywonos była tramwajarką, pracowała w stoczni, należała do krytyków komunistycznej władzy, a później prowadziła rodzinny dom dziecka. Na emeryturę przeszła wcześnie, w 2009 r., mając 56 lat. Takim osobom polskie państwo nie płaci kokosów.

    Jako osoba publiczna - mówiąca ostatnio cały czas o wolności i demokracji - Henryka Krzywonos powinna zatem wyjaśnić, jak udało się uzyskać tak wysokie świadczenie. Zwłaszcza że posłanka PO jest zwolenniczką przechodzenia kobiet na emeryturę dopiero w wieku 67 lat - a jej partia straszy, że jeżeli ten wiek będzie niższy, wypłacane kwoty będą nikłe. A tu proszę... ktoś, kto skończył pracować w wieku 56 lat, dostaje aż 6200 zł miesięcznie.

    "SuperExpress" zapytał Henrykę Krzywonos o jej emeryturę. Co usłyszał w odpowiedzi?
    Nie będę się nikomu tłumaczyć - odparła nam krewko posłanka. - Nie będę się nikomu tłumaczyć - odparła nam krewko posłanka. - Różne rzeczy się o mnie mówiło i mówi, a ja mam to wszystko w nosie. To moja prywatna sprawa...(sic!) Otóż wysoka emerytura Krzywonos nie jest jej prywatną sprawą. Złodziejski system wypłaca złodziejom kosztem uczciwych ludzi. Oto gdzie udziela się ten Krzywy Nos, przeczytajcie, i więcej już nic nie potrzeba na jej temat:

    http://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/4536-agencja-likwidacyjna-jak-w-soczewce-widac-swoisty-uklad-dziwny-krag-ludzi-z-sikorskim-na-czele

    Jakim prawem znalazła się w Sejmie?
    Coś mi się zdaje, że jeszcze nie zrobiliśmy porządku w Polsce... długa droga przed nami. Za dużo rozmnożyło się w Polsce tych czerwonych łajdaków i karaluchów z naszej winy, bo pozwalaliśmy na wszystko przez 8 lat bandzie złodziei, oszustów, zdrajców, morderców. W oparciu o dokumenty z IPN , i prawdę tam zawarta , jak to z tym tramwajem było , należy :
    a . cofnąć świadczenie
    b . naliczyć właściwe ok 1500 pln
    c . nakazać zwrot nienależnie pobranego świadczenia ,
    obciążyć w 80% jej sejmowy dochód .
    d . sądowy nakaz przeproszenia obywateli w formie
    pełnowymiarowych ogłoszeń we wszystkich mediach .
    e . rozważyć pozbawienie mandatu ponieważ opinia publiczna
    została wprowadzona w błąd podczas wyboru tej kryptokomunistki .
    Tramwajarka i b. ostatniego sortu qurwa w wieku 18 lat, eksternistycznie ukończyła szkołę podstawową, w stanie wojennym szlajała się z pałkarzem ludzi z ZOMO. Jak takiemu czemuś i ZOMO-wcowi udzielił ktoś zgody na prowadzenie rodzinnego domu dziecka. To trzeba sprawdzić i zlustrować. Widać ZUS miał odPOwiednie pełnomocnictwa w tej sprawie. Emerytura tej baby jest prawie 6 razy większa od emerytury moich rodziców, którzy pracowali ciężko jako "robole" przez całe życie. ZUS patrzy chętnym okiem na: UBeków, SBeków, prokuratorów, sędziów i POprawnych politycznie - zwykli ludzie mogą zdychać. Dość już tej obłudy i tego resortowo - paltfusowskiego bagna. ZUS tez należy zreformować:
    1. Pogonić z tych ZUSowskich pałaców wszystkich zbędnych gryzipiórków - ZUS musi być ściśle kontrolowany i działać, jak zakład wyliczający i wypłacający świadczenia, a nie działać jak normalne przedsiębiorstwo, ponieważ nim nie jest;
    2. Rozwiązać KRUS i włączyć go do ZUS (będzie to zarazem koniec pewnej licznej i rodzinnej partii politycznej współodpowiedzialnej za zło i złodziejstwo po 1989 r.);
    3. Dokonać szczegółowych audytów i winnych pociągnąć do odpowiedzialności - najlepiej materialnej, bo ta najbardziej boli.
  • CYRK HENRYKI KRZYWONOS !!!
    https://wzzw.files.wordpress.com/2011/11/krzywonos-rafal-zawistowski.jpg?w=720 Powszechnie wydaje się , że główną rolą klauna w cyrku jest zabawianie publiczności. Klauna wpuszcza się jednak na arenę głównie pomiędzy innymi ważniejszymi występami, a to dlatego, że najważniejszym jego zadaniem jest odwracanie uwagi od ekipy zmieniającej dekorację. W naszym polskim cyrku to co dzieje się w cieniu wygaszonych reflektorów jest często ważniejsze od iluzji, którą sprzedaje się nam jako gotowy już pokaz. Tak więc dyrekcja cyrku dba o to, by nie brakowało w nim klaunów, których zmienia regularnie.

    Jeden z nich, a ścisłej mówiąc jedna, popularna Henryka, robi ostatnio szczególna furorę, więc jej żywot choć żałosny, może potrwać nieco dłużej. Pani klaun tak doskonale odwraca uwagę od tego co dzieje się w tle, że cieszy się specjalnym uznaniem szefostwa, które pozwala na dodatkowe indywidualne występy, a nawet przedstawienia wyjazdowe. Pani Henia przez długi czas nie wydawała się dyrekcji specjalnie zabawna i użyteczna. Zaczynała karierę w podrzędnym kabarecie „ wesoły tramwaj” i nic nie wskazywało na to, aby kariera ta wyszła poza kabinę, z legendarną już dziś, korbą. Zrządzeniem losu trafiła na jednego akrobatę o artystycznym pseudonimie Bolek, specjalizującego się w skokach przez rożnego rodzaju płoty. Ten wprowadził ją w towarzystwo znanego magika i specjalisty od rożnego rodzaju cudów, sławnego żonglera i kilku innych cyrkowych artystów. Klaun Henryka przygotowała więc jeden specjalny numer sceniczny – nazwany spontanicznym – i od tej pory świetlana kariera wydaje się nie mieć granic.

    Jest tylko jeden problem. Jej popisy wcale nie są zabawne. Są żałosne i wywołują wśród większej części publiczności uczucia niesmaku, a nawet odrazy. Henryka Krzywonos najęła się do fałszowania historii i wzorem swego kolegi Bolka przejęła rolę użytecznego idioty na potrzeby politycznych salonowych kurtyzan.

    Szum jaki zrobiono wokół jej osoby powoduje, że nawet niektórzy spośród krytyków jej zachowania, upatrują jego przyczyn w (jak się wyraził jeden z nich) – nierozumności. Prawdą jest, że chociaż o nadmiarze zdolności rozumienia mówić tu nie można, to jednak – w mojej opinii – najsłynniejsza klaun pośród tramwajarek doskonale wie co robi. Według mnie jej pobudki są jasne i tak samo płytkie i wyrachowane jak innego historycznego kłamcy, niejakiego Bolka.

    Krzysztof Wyszkowski – mówiąc o swojej dobrej znajomej – stwierdził: „Niestety, Henia jest osobą, która wyznaje zasadę, że cel uświęca środki”. I chociaż wszędzie gdzie może powtarza, że nie przypisuje sobie żadnych zasług i nie zabiera zasług innym, to jednak cała jej egzystencja zasadza się właśnie na przypisaniu sobie nieistniejących dokonań. I tak jak w przypadku Bolka, gdyby tylko o te wyimaginowane zasługi chodziło, to nie byłoby o czym mówić.

    Henryka Krzywonos jest jednak narzędziem mającym służyć do całkowitego zakłamania naszej historii i wyeliminowania z niej tych, którzy tworząc ją poświecili bardzo wiele.

    W 2011 roku Henryka Krzywonos została odznaczona Orderem Ecce Homo miedzy innymi za: „wieloletnią i bezkompromisową walkę o prawdę, wbrew wszelkim przeciwieństwom, oraz za miłość i wielkie serce okazywane bezbronnym dzieciom”.

    I tak jak jej miłość do dzieci nie jest sprawą mojej oceny, tak jej „walka o prawdę” jest kpiną z tych, którzy taką walkę rzeczywiście podjęli. Obok znanego już powszechnie Bolka jest to chyba jedyny przypadek, kiedy ktoś „walcząc o prawdę”, łże jak przysłowiowy pies.

    Przyjrzyjmy się więc faktom.

    TRAMWAJ

    Zachwycone tramwajarką media powielają każde słowo opowieści dzielnej Henryki. Ta zaś ma wyraźnie nie najlepsza pamięć bo mimo największego wysiłku jej kłamstwa nie chcą trzymać się kupy.

    Oficjalna, podawana przez nia wersja głosi, że 15-go sierpnia wyjechała z zajezdni i zatrzymała swoją czerwoną piętnastkę w pobliżu Opery Batyckiej. Taką wersję podają za nią chociażby Gazeta Wyborcza, czy Tygodnik Powszechny.

    Tymczasem historia, opowiedziana Kurierowi Lubelskiemu, wygląda już zupełnie inaczej. „Piętnastego sierpnia Henryka Krzywonos jedzie trójką koło stoczni, ociera pot z czoła, bo lato jest upalne, i myśli: zatrzymać tramwaj – nie zatrzymać (…) Jesli zatrzymać to najlepiej piętnastkę koło opery. Zablokuje wszystkie linie (…) Nie śpi całą noc. Co mam do stracenia – mysli – przewracając się z boku na bok”.

    I tu dochodzimy do najważniejszego fragmentu. „RANO WYJEŻDŻA PIĘTNASTKĄ Z ZAJEZDNI (a wiec 16-go sierpnia !) , raz kozie śmierć – powtarza sobie – im bliżej opery, tym bardziej jest zdecydowana”.

    Przypomnę więc, że najbardziej wiarygodny świadek, przedstawiciel trójmiejskiej komunikacji Zenek Kwoka w programie „Pod prąd” stwierdził wyraźnie: „Krzywonos wyjechala z zajezdni 16-go sierpnia, kiedy komunikacja prowadziła już strajk”. To samo mówią, już od początku inni liderzy tamtego strajku trójmiejskiej komunikacji.

    Tramwajarce Krzywonos mylą się też inne fakty.

    Z wspomnianego Kuriera Lubelskiego dowiadujemy się, że po zatrzymaniu tramwaju „Jakimś autobusem zabiera się do bazy”. W Gazecie Wyborczej pojawia się jednak zupełnie inna, absurdalna wersja: „ Pustym tramwajem zjechała do zajezdni(?)”.

    Cała reszta wspomnień Henryki Krzywonos jest tak samo „spójna”.

    Niezbitym faktem jest, że już 15-go sierpnia, czyli dzień przed tramwajowymi podróżami motorniczej Krzywonos po Gdańskich torach, wszystkie inne zajezdnie prowadziły strajk. W zajezdni tramwajowej przy ulicy Wita Stwosza Stanisław Kinal zablokował wyjazd swoim składem tramwajowym. Również 15-go bramę zajezdni autobusowej przy ulicy Karola Marksa zablokował swym autobusem Marian Posyniak. Ta informacja jest o tyle ważna, że podważa sens wszystkich późniejszych opowieści Krzywonos.

    Każdy Gdańszczanin wie że, aby dotrzeć swym tramwajem z zajezdni w Nowym Porcie do Opery Bałtyckiej, najsłynniejsza tramwajarka musiała przejechać tuż obok bramy zajezdni przy ulicy K. Marksa. Nie było więc możliwości. aby nie zauważyła, że bramę zakładu blokuje autobus, a w środku trwa już strajk. Jeżeli więc przez dwa dni zbierała się aby zatrzymać swój tramwaj, to jedyne logiczne pytanie brzmi – dlaczego nie zatrzymała się przed tą właśnie zajezdnią? Chociażby po to, aby sprawdzić sytuację. Przejechała obojętnie obok strajkujących kolegów dwukrotnie, 15-go i 16-go sierpnia!

    Na próżno też szukać logiki w dalszym opowieściach Henryki Krzywonos. Z uporem maniaka twierdzi ona, że od początku planowała zatrzymanie tramwaju na pętli koło opery. I znów każdy – kto zna Gdańsk – stwierdzi bez wysiłku, że taki plan nie ma żadnego sensu. Jeśli chciała zatrzymać swój zakład, to jedynym logicznym postępowaniem byłoby – wzorem innych – zablokować bramę wyjazdową. Jeśli chciałaby trafić do stoczni, to musiałaby jechać dużo dalej, Aleją Zwycięstwa przynajmniej do wysokości przystanku kolejki Gdańsk- Stocznia. Tymczasem zatrzymała się, a ścisłej utknęła, dokładnie w połowie drogi. Również twierdzenie, że cokolwiek by tym sposobem zablokowała, jest absurdalnie idiotyczne. Jaki ruch chciała ona zablokować – skoro kierowała jedynym tramwajem kursującym w tym czasie po ulicach Gdańska?

    Jan Wojewoda – jeden z organizatorów strajku w zajezdni autobusowej obok, której z całym spokojem przejeżdżała Krzywonos – wspomina: „Powiem więcej, nie było jej nawet wśród kobiet, które gotowały nam zupę. W czasie, gdy my sie narażaliśmy, Krzywonos najzwyczajniej w swiecie jezdziła po mieście tramwajem. Do strajku dołączyła później”.

    Zenon Kwoka dodaje: „Henryka Krzywonos nie zatrzymała tramwaju, ale nie mogla nim dalej pojechać, gdyż jeden z pracowników odłączył prąd”. Ten fakt nie ulega wątliwości. Wiadomo, że prąd wyłączył pracownik podstacji numer pięć „Trójkąt Opera”.

    Tymczasem dzielna Henryka posuwa absurd swych kłamstw jeszcze dalej, stwierdzając w Tygodniku Powszechnym: „Na pętli zatrzymywały się kolejne tramwaje”. Najwyraźniej te niewidzialne tramwaje podobnie jak jej, napędzane były siłą gdańskich wiatrów.

    Przypomnę w tym momencie, że według opowieści „bohaterki”, miała ona następnie wrócić do swojej bazy w Nowym Porcie. Według jednej wersji tym samym tramwajem, według innej autobusem. Wersja z tramwajem jest tak idiotyczna, że trudno się w ogóle do niej odnieść. Jesli wróciła do bazy autobusem, to ja się jeszcze raz pytam: po co w ogóle wyjeżdżała? Zwłaszcza,że wszystkie sierpniowe strajki były strajkami okupacyjnymi. Przestrzegano wszystkie przyłączające się do strajku zakłady przed wychodzeniem na ulice. Obawiano się powtórki tragedii z grudnia ’70.

    Dalej również nic w wynurzeniach Krzywonos nie ma sensu.

    W Gazecie Wyborczej czytamy: „Potem szło siłą rozpędu. Tramwajarze wybrali ją przewodniczącą komitetu strajkowego, posłali do stoczni”. W Tygodniku Powszechnym mówi już nieco inaczej: „Kolega, który miał pojechać do stoczni z wiadomością że tramwaje stanęły, nigdy tam nie dotarł (…) W koncu więc ona wsiadła do starego Żuka i kierowca zawiózł ją do stoczni”.

    Jak więc wyglądał ten historyczny dzień Henryki Krzywonos?

    Wedlug jej własnych opowieści, rano pojechała do swojej zajezdni. Zabrała tramwaj, który dzień wcześniej zatrzymała jakoby pod opera i pojechała nim… pod operę, rozpoczynając… rozpoczęty dzień wcześniej strajk komunikacji miejskiej w Gdańsku. Stamtąd wróciła do bazy, z ktorej niedawno wyjechala gdzie wybrano ją przewodniczącą komitetu strajkowego, wysyłając jednocześnie do stoczni innego kolegę. Do bazy dociera wiadomość (zapewne telegram), że kolega do stoczni nie dotarł, więc dzielna Henryka pakuje się i pędzi do stoczni. Wpada tam w momencie kiedy jej przyszły kolega Bolek rozkłada strajk. I tego wszystkiego dokonuje pomiędzy ranem i mniej więcej godziną 14-tą. Trudno się w tym połapać nie posiadając umiejętności „żelaznej logiki, równie żelaznej” tramwajarki.

    Nie wiadomo co kierowało zachowaniem Henryki Krzywonos. Nie ma znaczenia czy był to strach czy wierność jakiejś życiowej ideologii. Faktem jest natomiast, że od tej chwili jedno kłamstwo będzie podpierać drugie. Henryka Krzywonos – od momentu pojawienia się w stoczni – zdecydowała się rozbudowywać swoją zakłamaną historię, nie zważając na oczywistą prawdę.

    STOCZNIA

    Tak się składa, że byłem w stoczni i miałem możliwość obserwować wypadki od samego środka. Miałem możliwość swobodnego poruszania się nawet tam, gdzie nie wszyscy mogli wejść. Pamiętam doskonale przybycie Henryki Krzywonos. Nie dlatego, ze było czymś istotnym, ale dlatego, że jej wejście do budynku BHP było wyjątkowo głośne. Już na zewnątrz, nikomu jeszcze nieznana Krzywonos, wzniosła kilka antypartyjnych okrzyków, z których większość była mocno nie parlamentarna. To spodobało się stojącym tam stoczniowcom. Przedstawiła się jako przedstawicielka komunikacji miejskiej i stwierdziła, że jej zakład przyłączył się do strajku. Nikt nie kwestionował prawdziwosci jej reprezentacji. Odebrano to jako bardzo znaczącą wiadomość, bo komunikacja stanowiła ważny element zakładów trójmiasta. Nikt się nad prawdziwością jej słów nie zastanawiał.

    Wkrótce inny „bohater” Lech Walesa – zdradzając wszystkich, rozkłada przygotowany i rozpoczęty przez innych strajk. Bolek ogłasza sukces i kończąc strajk znika wraz z dyrektorem stoczni. Zanim opuścił salę spotkał się z prawdziwą furią oburzonych strajkujących, szczególnie działaczy Wolnych Zwiazków Zawodowych Wybrzeża. Krzyki niezadowolonych słychać było wszędzie. Wśród tego tłumu była też Krzywonos. Podobnie jak inni wyraziła swoje niezadowolenie z zakończenia strajku i na tym się jej aktywność skończyła.

    Dr Sławomir Cenckiewicz w książce „Śladami bezpieki partii” pisze: „Decyzja ta (zakończenia strajku) , którą przez stoczniowe megafony ogłosił przewodniczący komitetu strajkowego Lech Walesa, zderzyła się z oburzeniem części załogi stoczni, przedstawicieli innych strajkujących zakładów, a także obecnych w stoczni działaczy WZZ, Anny Walentynowicz, Aliny Pienkowskiej, Maryli Płońskiej, Henryki Krzywonos, Bogdana Borusewicza, Andrzeja Kołodzieja, Zenona Kwoki i innych, którzy domagali się kontynuowania strajku do czasu realizacji postulatów zgłoszonych przez inne zakłady pracy”.

    Zgodnie z założeniem swego kłamliwego świadectwa, Krzywonos postanowiła uczynić z jednego okrzyku całą kombatancką historię. Wtóruje jej inna „ikona prawdy” – Wałęsa – stwierdzając: „Gdyby nie Krzywonos, wyniosłoby nas ZOMO”.

    Co ciekawe, opowiadając epizod słynnego okrzyku nasza tramwajowa rewolucjonistka bez końca myli, już nie tylko co krzyczała, ale gdzie i kiedy. Każda następna opowieść rożni się od poprzedniej.

    Raz krzyczy o wygnieceniu strajkujących jak pluskwy, raz o tym, że tramwaje przegrają z czołgami, innym razem o zdradzie. Raz dzieje się to w sali BHP, innym razem przy bramie. Cel jest jednak ciągle jeden i ten sam. Te brednie maja sugerować, że gdyby nie wrzask tramwajarki – to nikt w stoczni – a szczególnie żadna Anna Walentynowicz – nie wpadłby na pomysł, by ratować strajk. Krzywonos wie co robi, gdyż jej rozsławiony przez media okrzyk był nie tylko jednym z wielu, ale byl też wszystkim co w zakresie ratowania strajku zrobiła. Jej opowieści o bieganiu do bramy i namawianiu stoczniowców do pozostania, są jednym wielkim kłamstwem. Krzywonos nie była wówczas przy bramie i nikogo do niczego nie przekonywała.

    W jednym miejscu twierdzi, że wraz z Anna Walentynowicz, Alina Pienkowską i Ewą Osowską zaraz po wzniesieniu swego „historycznego” okrzyku pobiegła pod bramę zatrzymać wychodzących stoczniowców.

    Kiedy indziej okazuje się, że przyjechala do stoczni w momencie kiedy Wałesa ogłosił przed brama numer 2 zakończenie strajku (w rzeczywistości zrobił to przez megafon) i natychmiast stanęła przy tej bramie zatrzymując wychodzących. Jeszcze innym razem opowiada, że kiedy zjawiła się w stoczni , za bramę wyszło już może z tysiąc stoczniowców. Dalej są opowieści o wózku akumulatorowym, na którym miała stać i przemawiać, a który w innych wersjach miał z kolei zawieźć Alinę Pienkowską pod inną bramę.

    Anna Walentynowicz – opowiadajac o tamtych dramatycznych momentach sierpniowego strajku – przypomniała, jak po latach wraz z Aliną Pienkowską skonfrontowała te fałszywe twierdzenia Henryki Krzywonos.

    Kiedy podczas obchodów 20-tej rocznicy sierpnia tramwajarka znów zaczęła snuć swoje bajkowe opowieści powołując się na Alinę Pienkowską, Anna Walentynowicz podprowadziła Krzywonos do stolika , przy ktorym siedziała Alina Pieńkowska i kazała Krzywonos powtórzyć wszystko co wcześniej opowiadała. Alina Pienkowska, wysłuchawszy tego zwrociła się do Krzywonos stwierdzając zdecydowanie
    – NIE BYŁO CIEBIE I NIE BYŁO WÓZKA AKUMULATOROWEGO”.
    Nie ma żadnego sensu dodawać czegokolwiek do tego świadectwa.

    Strajk w stoczni został wznowiony i powołano międzyzakładowy komitet strajkowy. Henryka Krzywonos zostala wpisana w jego skład zwyczajnie dlatego, że od początku przedstawiała się jako delegat zakładów komunikacyjnych trójmiasta. Kiedy okazało się, że nikt poza jej zajezdnią (a i to nie jest pewne) nie wyznaczył jej do reprezentowania komunikacji, powstała niezręczna sytuacja.

    Komunikacja była dla strajku elementem niezwykle ważnym i musiała być reprezentowana w komitecie strajkowym . Już od pierwszych jednak chwil prawdziwi przedstawiciele zakładów komunikacji zgłaszali protest przeciwko Krzywonos i żądali jej odwołania. Sytuacja była napięta i bardzo niefortunna. Nie było nikogo, kto odważyłby się te sprawę w środku strajku załatwić. Krzywonos została więc w składzie komitetu, wbrew woli pracowników własnego przedsiębiorstwa, ale pod bacznym okiem jego przedstawicieli.

    Do końca strajku cała jej działalność sprowadzała się do siedzenia za prezydialnym stołem i wznoszenia sporadycznych okrzyków. Henryka Krzywonos nie wniosła do strajku niczego, czego nie zrobiłby każdy z kilkunastu tysięcy strajkujących. I to jest fakt. W ostatnim dniu podpisała porozumienie, gdyż podpisywali je wszyscy zasiadający w komitecie, a nie dlatego, że czymkolwiek szczególnym się do tej umowy przyłożyła.

    Natychmiast po zakończeniu strajku – wbrew decyzji komitetu strajkowego zakładów komunikacji miejskiej – nie powróciła do pracy, tylko przeniosła się do Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego powstającej Solidarności we Wrzeszczu przy ulicy Grunwaldzkiej.

    MKZ SOLIDARNOŚĆ W GDAŃSKU

    Po zakończeniu strajku i powstaniu MKZ Solidarność w Gdańsku, zakłady komunikacji miejskiej nie wyraziły zgody na reprezentowanie przedsiębiorstwa w nowo powstającym związku przez Henrykę Krzywonos. Nie wiadomo, czy powodem braku zaufania pracowników komunikacji było tylko zachowanie Krzywonos podczas strajku, czy również znajomość jej charakteru jako pracownika w ogóle. Historia pracy „bohaterki” mówi jednak wiele o jej osobie i składa się z kilku zakładów: Zarząd Portu Gdańsk – zwolniona dyscyplinarnie, Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne – zwolniona dyscyplinarnie Stocznia Gdańska im. Lenina – zwolniona dyscyplinarnie,
    i w końcu ponownie Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne na pół etatu (zajezdnia Nowy Port). i … aby nie było wątpliwości, żadne z tych zwolnień nie miało podłoża politycznego.

    Już 16-go września, a wiec dwa tygodnie po zakończeniu strajku, komisja zakładów komunikacyjnych formalnie odwołuje Krzywonos jako reprezentanta w MKZ. Dzisiejsza ikona pozostaje w MKZ jeszcze jakiś czas pracując w dziale gospodarczym, po czym w październiku wraca do pracy w WPK.

    Podobnie – jak w wypadku innych życiowych epizodów – sama Krzywonos swój pobyt w MKZ opisuje zupełnie inaczej. Z Tygodnika Powszechnego dowiadujemy się, że: „Tramwajarka z piętnastki z dnia na dzien znalazła się na szczytach. Jeździła na negocjacje do Warszawy, dostała własny pokój z biurkiem w gdańskim Hotelu Morskim, gdzie mieściły się związkowe biura. Jako przewodnicząca komisji interwencji (?!) załatwiła u prezydenta miasta 46 mieszkań dla potrzebujących – w tym to połączone na gdańskiej Zaspie dla rodziny Wałęsy: teraz przewodniczącego związku. Dla siebie nie załatwiła żadnego”.

    Porównajmy tą opowieść z relacją Krystyny Wiśniewskiej, prawdziwej szefowej Biura Interwencji w gdańskim MKZ, która mówi o Krzywonos: „Przydzielona do działu gospodarczego, gdzie między innymi przyjmowano zgłoszenia powstających nowych komisji Solidarności. Była tam miesiąc, półtora maksymalnie, po czym została odwołana na wniosek klientów, ponieważ z pokoju gdzie urzędowała dochodziły wulgaryzmy. W związku z tym Solidarność nie mogła dopuścić do tego, by urzędnik który przyjmował nowe komisje rzucał mięsem. Krzywonos po prostu osunięto z MKZ. Oficjalną przyczyną odwołania z MKZ było to, że jest łamistrajkiem. Opisywano ją potem jako rzekomą szefową Biura Interwencji, która przejęła za Wałęsę cześć pracy, no same kłamstwa”.

    STAN WOJENNY I RZEKOME REPRESJE

    Opis działalności Henryki Krzywonos w czasie stanu wojennego jest tak samo „wiarygodny” jak cala reszta jej historii. Gazeta Wyborcza podaje: „W stanie wojennym Krzywonos stara się pomagać internowanym”. Informacja w Wikipedii dorzuca już kolportaż ulotek: „W stanie wojennym zajmowała się pomocą internowanym, była kolporterką wydawnictw podziemnych”. W Tygodniku Powszechnym staje się już drukarzem: „…organizowala zbiórkę pieniędzy dla rodzin internowanych, odbierała z drukarni paczki z bibułą i sama drukowała ją w swoim mieszkaniu”.

    Nie mam zamiaru zabierać niczego z zasług Henryki Krzywonos, jesli takie były. W zalewie kłamstwa jakim nas karmi trudno mi wierzyć, że w tym jednym temacie mówi nagle prawdę. Nie będę się jednak na tym zatrzymywał.
    Z powodu, który wyjaśniam w dalszej części, bardziej interesuje mnie sprawa represji, które miały Henrykę Krzywonos spotkać.

    W „wojennych” opowieściach Henryki Krzywonos również nic się nie zgadza. W Tygodniku Powszechnym podaje: „13 grudnia, kiedy kolegów Henryki wyciągano z domów , do jej drzwi nikt nie zapukał. Wydawało się, że o tramwajarce z piętnastki zapomnieli nawet generałowie”. Jednak nieco dalej, w tym samym tekście znajdujemy: „Aby zmylić ślady, zmieniła adres…”. Jak więc to zrozumieć. Władze nie mają ochoty internować dzielnej tramwajarki. Jakie więc ślady zaciera za sobą Krzywonos i przede wszystkim po co?

    Dalej, dowiadujemy się że: „… dostała nakaz opuszczenia Gdańska i zakaz podejmowania pracy” i dalej „ ktoś dał adres w miejscowości na Mazurach (…) Na wyjazd dostała 1000 złotych od ks. Jankowskiego; wtedy dużą sumę pieniędzy. Spakowała rzeczy i wyjechała, zamykając za sobą kolejny etap życia”. To wyznanie mogłoby być nawet wzruszające, gdyby nie inna wersja tego samego wydarzenia, tym razem z Gazety Wyborczej: „…Chce wyjechać z trójmiasta. Pomaga jej ksiądz Jankowski, który daje pieniądze, aby zaczęła od nowa na Mazurach.
    W moim słowniku jest zasadnicza różnica miedzy chce, a musi.

    Próbuję całą sprawę „wygnania” jakoś zrozumieć. Z jednej strony bezpieka nie jest zainteresowana internowaniem Henryki Krzywonos i nie zwraca na nią uwagi, a z drugiej uważa ją za zbyt niebezpieczną aby pozwolić jej chodzić ulicami Gdańska? Załóżmy na chwilę, że ubecy zwariowali do reszty i zamiast najprostrzym sposobem wywiezć tramwajarkę wraz z tysiącami innych do obozu internowania, wydają jej nakaz wyjazdu i liczą, że ich posłucha. Ciekawy jestem jak ten proces wypędzania z Gdańska miał według Henryki Krzywonos wyglądać? Jeszcze bardziej chciałbym wiedzieć w jaki sposób bezpieka zamierzała go wyegzekwować? Czy gdyby dzielna Krzywonos została przyłapana na ulicach Gdańska to bezpieka wywiozła by ją za mury miasta i podnosząc zwodzony most zamkęła za nią bramę? Czy postawiono by na wieży strażnika, który dzień i noc wypatrywałby czy do miasta nie zbliża się słynny czerwony tramwaj?

    Tak czy inaczej, z lektury wspomnień Henryki Krzywonos wynika, że wyjechała z Gdanska raz zmuszona, innym razem z własnej woli, jeszcze innym znów z nakazu i znowu dobrowolnie i … tak w kółko. Albo więc wyjeżdżała wiele razy albo po prostu jak większość kłamców sama już tych bredni nie pamieta.

    I znów nie ma potrzeby tracić czasu na specjalne dochodzenie gdyż jak sama pisze: „W 1986 roku wraca do Gdańska”.Wkrótce też: „Znajduje pracę w hotelu, w ośrodku kształcenia cudzoziemców…” Mimo niezłej znajomości tamtych czasów mam duże kłopoty ze zrozumieniem całej tej historii. O ile pamiętam, to w tym czasie w Gdańsku jak i w calej Polsce panowała ta sama komuna i ta sama bezpieka co przed „wypędzeniem” naszej bohaterki. Co więc stało się z nakazem opuszczenia Gdańska i zakazem podejmowania pracy? A może tak jak cała reszta życiorysu Henryki Krzywonos tak i ta część jest po prostu wytworem jej poważnie chorej wyobrazni?

    Ciekawy jest również wątek „nieludzkich prześladowań” tramwajarki „na zesłaniu” na Mazurach. Tak o nich pisze w Tygodniku Powszechnym: „…przed wielkanocą, ktos odłączył elektryczność przy słupie. Od sąsiadów dowiedziała się, że to byli „oni”. Nie przejmując się wlazłam na słup, poprzybijałam wszystko i znowu miałam światło – mówi – ale potem i tak doszło do tego, że kazali mi notować nazwiska wszystkich osób, które mnie odwiedzały. Powiedziałam sobie: dość. Skorzystałam z zaproszenia znajomych z Solidarności i wyjechałam do Szczecina”.

    To przecież zrozumiale. Żelazna, nieustraszona tramwajarka, która sama „zatrzymała” całą komunikację trójmiasta, „wyrzucona” z Gdańska, nie dała się przestraszyć brakiem elektryczności, ta sama, która po wielu latach wskoczy na scenę i nawtyka najniebezpieczniejszemu osobnikowi na świecie, którego nazwisko strach wymówić, dostaje wręcz nieludzkie żądanie spisywania listy swoich gości. Takiego napięcia nie wytrzymałby nawet sam nieustraszony Bolek. Nie wiadomo czy tortura polegala na nakazie składania pojedyńczych liter w całe zdania czy na fakcie, że gdyby ten nieludzki wymóg jakiegoś wiejskiego dzielnicowego zwyczajnie zignorowała, to pewnie już na drugi dzień znalazła by się w jakimś syberyjskim gulagu? Są represje, które móżna znieść i takie, których nawet ona najdzielniejsza, z dzielnych wytrzymać nie może. Mówi zdecydowane – dośś! I wyjeżdża do Szczecina. Coprawda inna znów opowieśc na temat wyjazdu z Mazur, stwierdza bez większych sentymentów: „…pani Henia nie może się tam odnalezć. Przenosi się do Szczecina”, ale w końcu kto by się czepiał takich detali?

    Jest jeszcze jedna sprawa którą w temacie represji postanowilem przypomnieć, gdyż w tym wypadku wszystkie źródła podają tę informację w ten sam sposób. Rzecz z natury tragiczna i niezwykle poruszająca, niezależnie od tego kogo dotyczy i jaki jest nasz do tego kogoś stosunek. W wielu wspomnieniach znajdujemy informację, że Henryka Krzywonos została podczas jednej z rewizji dotkliwie pobita, na skutek czego straciła ciążę. Nie ma osoby na świecie, której mógłbym życzyć takiej tragedii. Problem jest jednak w zupełnie niezrozumiałym podejściu do tego tematu samej Henryki Krzywonos. Swiadomie uczyniła tę informację publiczną, mówiąc o tym wydarzeniu wszedzie gdzie tylko można.

    Za jej sprawą informacje na ten, wydawałoby się bolesny temat, podają wszystkie prasowe teksty odnoszące się do tamtego okresu. Tymczasem, kiedy IPN zaproponował śledztwo w tej sprawie, odpowiedziała: „Nie mam zaufania do IPN. To co się dzieje w IPN, to się w głowie nie mieści. Dla mnie mogą grzebać, szukać, robić cuda, ja mam to w nosie”. Dodała też, że uważa iż IPN należy do PiS. Probuję zrozumieć jak kobieta dotknięta takim nieszczęściem może przedkładać polityczne urazy ponad możliwość poznania prawdy, zwłaszcza, że do kogo naprawdę należy IPN dobrze wszyscy wiemy. Chyba, że… no cóż, znów wraca sprawa prawdomówności bohaterskiej tramwajarki.

    Nie pomaga w tej sytuacji również fakt, że Henryka Krzywonos w rozmowie z PAP stwierdziła, iż nie pamięta nawet, w którym dokładnie roku doszło do pobicia. Są rzeczy w które jestem w stanie uwierzyć i takie których nigdy nie kupię. Gdyby Henryka Krzywonos nie chciała na ten temat mówić, uznając go za sprawę osobistą to byłoby to jej święte prawo, które należało by bezwzględnie uszanować. Jeżeli jednak dzieli się tymi informacjami ze wszystkimi Polakami i to wielokrotnie, to przelewa na nas poczucie współczucia, żalu i nawet nienawiści do sprawców, a co za tym idzie potrzebę ich ukarania. Tak wiec traktowanie Polaków, których wciągnęła w detale tej sprawy, jak idiotów, trudne jest do zaakceptowania. Jak można oczekiwać, że przyjmiemy bez zdziwienia teorię, że kobieta , która utraciła dziecko i to w tak dramatycznych okolicznościach nie wie, w którym roku to się stało?

    I tu dochodzę do zasadniczej sprawy w odniesieniu do „represji”, którym miała być poddana słynna tramwajarka. Uważam bowiem, że Henryka Krzywonos straciła prawo do opowiadania o swoich przejściach, prawdziwych czy wymyślonych, jako represjach, w momencie kiedy poślubiła byłego zomowca.

    Nie zaskakuje, ze mówi na ten temat raczej niewiele: „Przyszedł na moje imieniny. Wtedy dostałam pierwszy raz w życiu prezent 25 dkg kawy. Krzysztof powiedział, że był w wojsku i milicji. Nie spodobało mi się to. Ale wyjaśnił, że jedyną akcją w jakiej brał udział, było poszukiwanie ciała księdza Popiełuszki. Zaczęła się przyjaźń”.

    Jeżeli Henryka Krzywonos zdecydowała się związać życie z człowiekiem, który jako sposób zarabiania na życie wybrał okładanie pałą niewinnych ludzi w myśl obrony komunistycznego systemu, to sprawa jej sumienia, zakładając, że takie posiada. Nie obchodzi mnie to do momentu, kiedy symbol walecznego tramwajarstwa zaczyna wygłaszać teorie o zomowcu o czystych rekach. Henryka Krzywonos jest osobą „kutą na cztery łapy” i udawanie naiwnej dziewczynki, wierzącej w dobrego zomowca nie sprawdzi się. Ona sama może udawać, że wierzy iż jej mąż sprawdzał tylko karty rowerowe małolatom lub pomagal szukać zaginionego kotka sędziwej staruszki. Ja nie pozwolę obrażać pamięci ofiar zomowskich oprawców. Przypomnę więc naszej ikonie walki, o cokolwiek miała rzekomo walczyć, że ZOMO zostało stworzone w jednym i tylko jednym celu. Służyło do przywoływania do porządku niepokornych obywateli i czyniło to za pomocą pały i wielu innych wymyślnych narzędzi, a wszystko to dla obrony nieludzkiego systemu, z którym według swoich wynurzeń, Henryka Krzywonos miała ponoć walczyć. Każdy kandydat na milicjanta musiał nie tylko wykazać odpowiednie predyspozycje, ale również zlożyć przysięgę wierności komunistycznej władzy.

    Zbyt dobrze pamiętam kobiety wychodzące z kościoła, oblewane w środku zimy lodowatą wodą. Pamiętam zdjęcia mężczyzny rozjechanego przez zomowską ciężarówkę. Pamiętam matkę mojej przyjaciółki, której zomowiec złamał rękę, a kiedy upadla stanął na nią swoim zomowskim buciorem. Mam jeszcze w pamięci mojego serdecznego przyjaciela, który uderzony w tyl głowy przewracał się na ulicy jeszcze dwa lata po tym. Mógłbym „dzielnej Heni” opowiadać o takich przypadkach bardzo długo. Jestem pewny, że większość Polaków może Henryce Krzywonos przypomnieć calą listę takich przypadków. Jestem tez pewny, że niczego by to w jej postawie nie zmieniło, gdyż w moim przekonaniu jej moralny kręgosłup jest dokładnie taki sam jak jej niewinnego zomowca. Ja tylko nie chcę więcej słyszeć o rzekomych represjach wobec Krzywonos.

    W innym miejscu Henryka Krzywonos pisząc o swoim zomowskim mężu dodaje: „Dla mnie najważniejsze, że nawet piwa nie chciał. Nie pije znaczy”. Pomijając wszystkie inne odczucia, które przywołały wynurzenia Krzywonos dotyczące jej męża, to akurat, wydało mi się szczególnie ciekawe. Głównie za sprawą tego, co miałem okazję zaobserwować podczas krótkiej jej egzystencji w budynku MKZ gdańskiej Solidarności . Ta Krzywonos , którą przyszło mi czasem mijać na korytarzach siedziby Solidarności, nie miała nic wspólnego z trzeźwością. I nie jest to tylko moja obserwacja. Jeszcze podczas strajku w stoczni, TW Rybak donosił swoim zwierzchnikom: „Dwa dni temu kilku członków Prezydium na terenie Stoczni urządziło najprawdziwsze pijaństwo. Nie znam nazwisk. Wiem tylko, ze jedną z najaktywniejszych uczestniczek tej imprezy była p. Krzywonos delegatka WPK”. A działo się to w czasie, kiedy wszyscy Polacy z własnej woli ogłosili czas bez alkoholu.

    W notatce sluzbowej z donosu TW Konrad, prowadzący esbek zanotował: „Z obserwacji wynika, że również w tym czasie pił wódkę Wałęsa w swoim gronie. (TW) widział również pijaną Krzywonos i słyszał, chyba od Gwiazdy, że zostanie ona usunięta z Plenum MKS”.

    Nie trzeba jednak polegać wyłącznie na relacjach bezpieki. Wystarczy zapytać tych, którzy w budynku gdańskiego MKZ mieli wątpliwą przyjemność napotykać Henrykę Krzywonos. Jestem jedną z tych osób.

    Henryka Krzywonos udaje że nie rozumie, iż wykorzystywana jest do tego, aby wymazać z historii Annę Walentynowicz i zająć jej miejsce jako symbol Solidarności. W rzeczywistości robi to z premedytacją i wyrachowaniem.

    Zwrócę się więc na koniec bezpośrednio do słynnej tramwajarki.

    Pani Krzywonos
    Nawet przy pomocy całej machiny propagandy i ludzi, którym postanowiła się pani wysługiwać, nigdy nie będzie pani Anną Solidarność. Z całej długiej listy powodów jeden jest najważniejszy; Anna Walentynowicz brzydziła się kłamstwem i do końca swego życia broniła prawdy. Broniła miedzy innymi przed takimi ludźmi jak pani, którzy bez mrugnięcia okiem sprzedają ją za bilet na salony władzy. Nie mam jednak wątpliwości, że pozostanie pani symbolem. Symbolem kłamstwa i fałszu.

    Lech Zborowski https://wzzw.wordpress.com/2011/11/13/cyrk-henryki-krzywonos/
  • Prowadziła rodzinny dom dziecka... Ta kobieta nie powinna opiekować się nawet trzodą chlewna, a co dopiero przybranymi dziećmi..
    http://niezalezna.pl/uploads/still2015/144931599211177973622.jpg Ta fotka powala na kolana, kiedy patrząc widzę ten strumień "inteligencji, mądrości, łagodności, kultury i dobroci" emanujący z tego "anielskiego" oblicza. Powtarzając za J. Kochanowskim : "Serce rośnie patrząc na te czasy", można być dumnym, że "kultura" w tak wysublimowany sposób zawitała w progi Sejmu Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Brawo Najjaśniejsza opozycjo Najjaśniejszej Rzeczpospolitej!!! Oglądałem kiedyś taki komediowy film pt. "Świat się śmieje", ale to pikuś wobec komedii, która odbywa się w Sejmie RP za sprawą obecnej opozycji. Jeśli ktoś zacznie w porę nakręcać ten serial, to może być pewien niezłej kasy. Jest pewne, że może stać się on światowym hitem, a nawet kandydować do nagrody "Oscara". A do rodziców mających małe dzieci; pokażcie im to zdjęcie i spytajcie czy chciałyby mieć taką "babcię"?
  • @Kula Lis 65 15:11:15
    Pani Walentynowicz ledwo starczało na leki - a ten resortowy babsztyl bierze kosmiczną dla zwykłego "robola z PRL" emeryturę.
  • Wyręczę pana Wyszkowskiego i Zborowskiego bo im nie wypadało!
    Lecz ja nie mam skrupułów walę prawdą między oczy!!!- No to "gratuluję" PO jak i wyborcom wyboru ostatniego sortu b.qwy trójmiejskiej, bo tylko takie na kurs tramwajarski wtedy wysyłano, alkoholiczki i tramwajarki łamistrajka i donosicielki MO i SB Krzywonos po zaocznym powszechniaku! Świadczy to o waszym intelekcie wyborcy, o IQ rozwielitki i kury! Krzywonos to b. pospolita trójmiejska qurwa, ostatniego sortu, bo ze spelun trójmiejskich(całe Trójmiasto o tym dobrze wie, przynajmniej starsze roczniki), do innych lokali miał ten sort zakaz wstępu, w latach 60-70 ub. wieku, tramwajarka z bezpośredniego przymusu Milicyjnego, bo ten najgorszy sort gnali do roboty wysyłając na tramwajarskie kursy, na salowe w szpitalach, sprzątaczki ulic, to była tzw. walka z lewusami, mętami społecznymi, niebieskimi ptakami i pticami do których ją zaliczano jak i jej podobne, była to dla nich fioletonosych po siwusze z niebieską, czerwoną kartką i denaturacie pewnego stopnia nobilitacja społeczna i maksymalny poziom awansu, dla tych niegramotnych, niepiśmiennych, potrafiących tylko nogi i usta rozwierać, nadstawiać dupy co im do dziś będących w starczym wieku pozostało, tym ładniejszym i ładnym zapewniano "opiekę" za darmowe korzystanie z ich walorów ze swej strony, robiono tak i w Szczecinie, na całym Wybrzeżu, w większych miastach, czyli mowa o Krzywonos po 7 klasach powszechniaka kończonego wieczorową porą - qurewstwo nie szło w parze z nauką, jak i powożenie tramwajami, no i bo wychowała dużo dzieci nie swoich oczywiście i za podatnika duże pieniądze! Byznes is byznes przede wszystkim! Jak każdy widzi demokracja ma to do siebie, że każdy kretyn, qurwa, była qurwa, złodziej, etc... może startować w wyborach licząc na to, że zawsze znajdzie się odpowiednia ilość kretynów z takim samym dossier, którzy na niego zagłosują. Ten jej i jej podobnym w Szczecinie życiorys, znam z autopsji, także niektóre milicjantki w ten sposób dorabiały do milicyjnej pensji, np. w b. spalonej Kaskadzie, Piaście i Słowianinie obok Dw. Głównego w Szczecinie. Takie jak Krzywonos można było spotkać tylko w najgorszych spelunkach Szczecina czy Wrocławia, Nowej Soli, Opola, Koźla.
  • @Kula Lis 65 15:20:58
    Mam znajomego emerytowanego tramwajarza 45 lat pracy w tym w 25 w MZK emerytura 1.970 BRUTTO!!!
  • @moher 01:50:01
    http://polskaniepodlegla.pl//media/k2/items/cache/1fc785dd32cc78a9903f1c31c19fa85f_L.jpg Agencja Likwidacyjna. Jak w soczewce widać swoisty „układ”, dziwny krąg ludzi z Sikorskim na czele!...Koszty przedsięwzięcia spółek Stanowski&Sikorski i Pomianowski&Sikorski pokrywają podatnicy, obywatele kraju, gdzie 35 proc. dzieci przychodzi na świat w rodzinach ledwo wiążących koniec z końcem, gdzie 3 mln ludzi żyje w skrajnym ubóstwie, gdzie pół miliona dzieci wychodzi z domu do szkoły bez śniadania, a za chlebem wyemigrowało 2 mln młodych. Na przykładzie fundacji jak w soczewce widać swoisty „układ”, wokół którego przewija się dziwny krąg ludzi z Sikorskim na czele.
    Krzysztof Baliński – To było chore od początku. Były minister, niesławnej pamięci Radek Sikorski, wykazywał nadzwyczajną aktywność dyplomatyczną w pewnych obszarach, niekoniecznie najważniejszych dla interesu państwa, ale za to zawsze kojarzących się z wydawaniem dużych pieniędzy. W 2013 r. odtrąbił swój dyplomatyczny sukces – powołał Fundację Solidarności Międzynarodowej (a na jej prezesa swego zastępcę Krzysztofa Stanowskiego). Wśród form jej działalności wymienia się wspieranie organizacji pozarządowych, niezależnych mediów, a także udzielanie kredytów i pożyczek dla opozycjonistów na Białorusi i Ukrainie. Dopiero jednak lektura statusu Fundacji pozwala zrozumieć, w jakim celu ją powołano. Trudno pozbyć się wrażenia, że celem było skierowanie przeznaczonych na pomoc środków budżetowych MSZ na konto Fundacji i uczynienie z prezesa Fundacji organu decyzyjnego w zakresie dystrybucji pieniędzy. W statucie czytamy: w przypadku państw niedemokratycznych lub o niestabilnej sytuacji politycznej ich rozdział będzie się odbywał bez organizowania przetargów publicznych. A zatem Stanowski sam decyduje, komu i za ile wydziela pieniądze. Jeśli konkurs jest organizowany, to ze względu na szczególne warunki polityczne w krajach, do których adresowana jest pomoc, Zarząd może zdecydować o niezamieszczaniu informacji na ten temat. Kibicowała temu „Wyborcza”, pisząc: Fundacja jest tworem szczególnym, agencją rządową, ale zarejestrowaną jako fundacja ze względu na niezbędność elastyczności w działaniu […] powołano ją mając na uwadze ograniczenia instytucjonalne administracji rządowej, aby dzielić się solidarnie tym, co mamy. Pracowników MSZ, wyrażających wątpliwość co do tak „solidarnego” dzielenia się publicznym groszem, i to „bez ograniczeń instytucjonalnych”, dyskretnie i szybko przesunięto na inne stanowiska, jednego wyciszono, zwalniając z pracy.
    W lutym 2013 r. Zarząd Fundacji podjął w takim właśnie trybie decyzję o dofinansowaniu kilkudziesięciu tajemniczych projektów na łączną kwotę 22 mln zł. Żeby było weselej, władze Fundacji chełpiły się: przebieg konkursu był monitorowany pod kątem przejrzystości przez Grupę Zagraniczną. Po sprawdzeniu w sieci, kto to, okazało się, że są nią organizacje, które konkurs wygrały. Samo prześledzenie procesu powstawania Fundacji i tego, co się wokół niej dzieje, powoduje, że włos jeży się na głowie. Miliony rozdawane są bez jakiegokolwiek nadzoru, bez żadnego zewnętrznego audytu, często organizacjom, które zarejestrowały się na dwa dni przed ogłoszeniem konkursu.
    Przypomnijmy – Krzysztof Stanowski to były wiceminister edukacji w rządzie PO; na stanowisku tym zarzucono mu defraudację publicznych pieniędzy: jako prezes Fundacji „Wiedzieć Jak” wygrał organizowany przez siebie w ministerstwie konkurs i otrzymał 650 tys. zł publicznej dotacji. Mimo to, a być może właśnie dlatego, Sikorski dobrał sobie go na zastępcę, i to mimo wyraźnego oporu premiera, który z podpisaniem nominacji zwlekał przez pół roku. W MSZ Stanowski powtórzył manewr z MEN – przydzielił sobie nadzór nad tzw. pomocą rozwojową, czyli „zreorganizował” jej dystrybucję poprzez wyprowadzenie przeznaczonych na nią pieniędzy z MSZ do Fundacji, a po odejściu z MSZ stanął na jej czele. W MEN był współorganizatorem przewrotu ideologicznego w szkolnictwie, pedagogicznym dywersantem, rzecznikiem wdrożenia w programach szkolnych ideologii „społeczeństwa otwartego” i „pedagogiki wstydu”. Wcześniej, jako naczelnik ZHR, zajmował się dożynaniem watahy, czyli wypatroszaniem organizacji z wartości patriotycznych. Co wspólnego z solidarnością międzynarodową, i to na Wschodzie, ma Stanowski? Otóż ma. Najlepiej ilustruje to jego wypowiedź dla „Polityki”: – Doradztwo na Wschodzie to sprawa delikatna, także pod względem etnicznym i historycznym. Ale mamy swoje sposoby, aby dobrać właściwych ludzi do tej pracy. Już na etapie zgłoszenia patrzę, jak ktoś pisze na przykład o Ukrainie. Czy „sąsiedzi”, czy „Kresy”. Jeśli „Kresy”, to wiadomo, że nie ma go tam po co wysyłać. Tylko sprowokuje konflikty.
    Co wspólnego z solidarnością międzynarodową, i to na Wschodzie, ma wiceprezes Zarządu Fundacji Marcin Wojciechowski? Otóż ma. Jest dziennikarzem „Wyborczej”. Jest też autorem filmów poświęconych dziejom Żydów na Wschodzie. Oprócz Stanowskiego i Wojciechowskiego w Zarządzie umieszczono Katarzynę Zakroczymską. Ta z kolei zasłynęła wydaniem podręcznika Kompas, zbioru scenariuszy lekcyjnych do nauki o prawach człowieka. Dawno temu, w czasach tzw. IV RP podręcznik padł ofiarą niejakiego Romana Giertycha, który zakazał dystrybucji Kompasu, twierdząc że służy lansowaniu zasady współpracy między środowiskami uczniowskimi a homoseksualnymi.
    Sikorski mianował także Radę Fundacji. W jej skład weszli: Marek Borowski, Henryka Krzywonos, ks. Kazimierz Sowa, Henryk Wujec, Michał Boni oraz Adam Lipiński. Pozornie egzotyczny skład rady nie jest żadną osobliwością, bo nikogo już nie dziwi, że promocją wolności i demokracji w III RP zajmują się tajni współpracownicy bezpieki, ludzie Michnika i potomek Bermana. Dziwi natomiast, co w tym osobliwym gronie robi i dlaczego podejrzaną działalność Fundacji firmuje polityk PiS Adam Lipiński? Należy mieć tylko nadzieję, że prezes Fundacji nie pytał go nigdy o radę w jakiejkolwiek sprawie. Wynagrodzenie członków Zarządu wynosi 408 000 zł, a to oznacza, że pobory mają wyższe niż minister. Był to kolejny szokujący przekręt służący finansowemu zabezpieczeniu się po utracie władzy. Dzięki odpowiednim zapisom w statucie, związani z Sikorskim członkowie Zarządu utrzymają posady do 2021 r. Fundacja to przykład mechanizmu tajemnie realizowanego w wielu miejscach, szkodzącego polskiemu państwu i podatnikom.
    Priorytet nowego rządu to walka z korupcją. Jest nadzieja, że nie będzie symulowana, że nie będzie oszczędzany nikt. A okazja, aby ostatecznie rozprawić się ze spółką Stanowski&Sikorski, nadarzyła się świetna – 25 października.Solidarność międzynarodowa, i to na Wschodzie, kojarzyć się powinna z tamtejszymi Polakami. Ale tak nie jest. Weźmy na ten przykład Białoruś. Z uwagi na setki tysięcy żyjących tam Polaków, polityka wobec tego kraju winna być dziełem dogłębnie przemyślanym, wręcz finezyjnym. Tymczasem jest przykładem dyplomatycznego partactwa. Najwięcej pieniędzy Stanowski kieruje na Białoruś, ale źle tam gra.
    – Dla zachowania niezbędnej dyskrecji zapewniającej bezpieczeństwo beneficjentom projektów, zadania realizowano za pośrednictwem organizacji pozarządowych. Ponieważ to kraj wrażliwy, informacji, co to za organizacje i ile pieniędzy dostają, nie udzielamy – tyle Stanowski.
    Mało tego, publicznie na otwartym posiedzeniu sejmowej komisji wygadał się, że wszystkie działania Fundacji mają charakter nielegalny i realizowane są w opozycji do reżimu. Fundacja funkcjonuje jawnie, niejawnie; jest komórką wywiadu polskiego; zatrudnia agentów? Na nasze wyczucie zatrudnia kwatermistrzów wojskowych z otoczenia Sikorskiego (których zresztą przy żłobie zostawił Schetyna), bo jej działalność przypomina inżynierię finansową praktykowaną w MSZ przy przetargach i sprzedaży ambasad. I na koniec pytanie: czy została powołana w imię solidarności, czy wykonuje robotę dywersyjną? Stanowski z Sikorskim utrzymywali, że to agenda rządowa, mniej upolityczniona i niezwiązana regułami dyplomatycznymi. Tymczasem powołał ją wiceprzewodniczący PO, a na jej czele stoi b. wiceminister, któremu pomaga dziennikarz „Wyborczej” i potomek Bermana. Nie bez związku z tym będzie przypomnienie, że w sierpniu 2003 r. Łukaszenko pogonił amerykańską fundację IREX, rzekomo wspierającą wolne media. Zdaniem władz białoruskich, organizacja działała na podobieństwo siatki szpiegowskiej, organizowała szkolenia dywersyjne, wzniecała konflikty narodowościowe (m.in. z Polakami). Swego czasu Łukaszenko odmówił sprzedania Berezowskiemu i Chodorowskiemu za bezcen swego przemysłu petrochemicznego i... przegonił z Mińska fundację Sorosa. Jako narzędzie do brudnych rozgrywek w zdetronizowaniu „okrutnika” obrano wówczas Polskę. Notabene, pracami studyjnymi (za pieniądze MSZ) nad przyszłością Białorusi zajmuje się fundacja Batorego i jej szef Aleksander Smolar. W programowych dokumentach pisze bez ogródek o konieczności zdetronizowania Łukaszenki. Tenże Smolar stwierdził kiedyś: polska polityka zagraniczna nie może być zakładnikiem interesów Polaków żyjących na Białorusi. W dodatku, Fundacja Batorego egzystuje głównie za nasze pieniądze, jest szczodrze zasilana z państwowej kasy. Pikanterii dodaje fakt, że z tych pieniędzy udziela dotacji organizacjom pozarządowym na inicjatywy dotyczące... społecznej kontroli instytucji publicznych i że w jej strukturach działa Zespół Przeciw Korupcji.
    Nawiasem mówiąc, Smolar, czołowy ideolog środowiska KPP, w dużej części potomków tych, którzy przywędrowali z NKWD, zmienili nazwiska i wprowadzili w Polsce stalinowski terror, ma powiązania z Białorusią. Warto przypomnieć, że jego ojciec, Hersz Smolar, był członkiem Centralnego Żydowskiego Biura KC Komsomołu i później, z przydziału Kominternu, sekretarzem Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. Władze II RP skazały go na 6 lat więzienia, z którego uwolniła go 17 września Armia Czerwona i zrobiła redaktorem dziennika „Białystokier Sztern” – żydowskiego organu komitetu obwodowego sowieckiej partii komunistycznej. W PRL był redaktorem naczelnym „Fołk Sztyme”, organu KC PZPR. Z układanki tej wynika, że członkiem władz Fundacji nie przypadkiem jest Konstanty Gebert. Jego ojciec Bogusław pełnił szczególnie niebezpieczną i wredną rolę w USA jako sekretarz generalny radykalnej kryptokomunistycznej organizacji finansowanej przez NKWD. Zagrożony aresztowaniem, w 1947 r. uciekł do PRL na pokładzie „Batorego” (i czy aby nie stąd nazwa Fundacji?).
    Fundacja Batorego to manufaktura wyrafinowanej inżynierii finansowej. Otóż, jak sama przyznaje, jej działania programowe dotowane są przez Fundację Solidarności Międzynarodowej, która – przypomnijmy – sama finansowana jest w 100 proc. przez MSZ RP. Mitem przy tym jest, że utrzymuje ją (i jej szefa) Soros. To prawda, że ją założył (w 1988 r. w Nowym Jorku) i niegdyś hojnie wspierał, ale dziś działa głównie za nasze pieniądze. Mało tego, finansuje działania Sorosa na Białorusi i Ukrainie, spłacając dług wobec niego. Nie tylko w różnoraki sposób korzysta z budżetu MSZ, wydaje się być także autorem strategii politycznej Sikorskiego. To na spotkaniach w Fundacji Sikorski, w obecności dyplomatów zachodnich, prezentował założenia polityki zagranicznej RP wcześniej niż w Sejmie, i zawsze jakoś dziwnie współbrzmiały one z tezami Smolara i Sorosa. Przedstawiciele Fundacji brali też regularnie udział w naradach ambasadorów i konsulów generalnych z placówek w Rosji, na Ukrainie i Białorusi.– Nie upokarza się publicznie kogoś takiego jak Sikorski [...] nie upokarza się publicznie osoby, która odegrała wybitną rolę w polskiej polityce zagranicznej – wrzeszczał oburzony Smolar w Radiu ZET, komentując wypowiedź Kopacz o zamiarach Sikorskiego ubiegania się o poselski mandat z okręgu Chobielin. Dlaczego lichwiarze, tacy jak Soros, wspierają lewaków? Dlaczego finansują ideologicznych wrogów, czyli, jak mówił Lenin, sprzedają nam sznurek, na którym ich powiesimy? W tym szaleństwie jest metoda. Z definicji i z natury, są kosmopolitami, dążą do rozkładu społeczeństw i państw, szerzą chaos. Soros i lichwiarze potrzebują ich do zbudowania światowej republiki rad. Tak jak potrzebują terrorystów poprawności politycznej. Dla przykładu, Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”, które monitoruje przestępstwa popełnione przez neofaszystów i skrajną prawicę, w swych wyczynach wspomagane jest finansowo przez Fundację Batorego.
    Podczas wykładu w Węgierskiej Akademii Nauk angielski filozof Roger Scruton powiedział: – Istnieje sprzysiężenie przeciw waszemu krajowi [...] Węgrzy swą opinię jako kraju faszyzującego zawdzięczają na świecie głównie kręgom związanym z Sorosem. W 1991 r. Soros opublikował książkę, w której opisał swoją rolę w transformacji Polski, założenie Fundacji Batorego oraz spotkania z Jaruzelskim i ówczesnym premierem Rakowskim. Jego plan zakładał, że rząd przekaże wszystkie przedsiębiorstwa agencji likwidacyjnej, która dokona ich przekształcenia w spółki akcyjne; z 25-30 proc. kapitału stworzy fundusze powiernicze zajmujące się obsługą zadłużenia kraju, których szefów mianują wierzyciele. Czymś porażającym było, że plan ten zaaprobował nie tylko rząd PRL, ale i tzw. doradcy „S” na czele z Geremkiem i Michnikiem. Plan, chociaż pod inną nazwą, wprowadzono w życie. Agencja Likwidacyjna działa do dziś, i to całkiem skutecznie. W podzięce za owe wiekopomne dokonania „Wyborcza” wyróżniła Sorosa tytułem Człowieka Roku, a Komorowski odznaczył Krzyżem Komandorskim. Małym pocieszeniem jest tu fakt, że „filantrop” także w Moskwie otworzył fundację swego imienia, i nie trzeba było długo czekać, by za pośrednictwem „oligarchów” wykupił niemal całą Rosję. Przypomnijmy, że w styczniu 2013 r. Sikorski odtrąbił swój inny wielki sukces dyplomatyczny – powołał Europejski Fundusz na rzecz Demokracji (i swego zastępcę na stanowisko dyrektora wykonawczego tego przedsięwzięcia). Oznajmił: Fundusz ma służyć wspieraniu przemian demokratycznych u południowych sąsiadów UE. O jakie „wspieranie” chodziło, świadczyć może triumfalny tytuł „Wyborczej”: Polak pomoże krzewić demokrację u sąsiadów Unii. Kim jest ów Polak? To Jerzy Pomianowski, który do MSZ przyszedł (prosto z zasobów IPN) w 1990 r. Był jednym z komisarzy politycznych u Geremka. Znany skądinąd z bardzo wyluzowanego stosunku do pieniędzy publicznych Sikorski, zadeklarował na rzecz Funduszu 5 mln euro i na jego siedzibę budynek polskiej ambasady w Brukseli. Dzięki niezawodnej w takich sytuacjach „Wyborczej” wiemy, że Fundusz jest „ciekawą hybrydą”, fundacją prywatną na prawie belgijskim, ale zarządzaną „na sposób europejski”, która pieniądze wydaje „elastycznie z ominięciem unijnych rygorów”, a Pomianowski decyduje o szybkim przekazaniu potrzebującym do 30 tys. euro. Coś nam się jednak wydaje, że pupilek „Wyborczej” pieniędzy nie trwoni i nie przekazuje w niegodne ręce arabskich sąsiadów-antysemitów, a zarządzane „odpowiednio na sposób europejski” fundusze wróciły do ojczyzny (chociaż niekoniecznie na konto MSZ). Jaki związek z interesem Polski ma 5 mln euro i budynek ambasady? Przyjemność odpowiedzi na to pytanie pozostawmy nowemu ministrowi sprawa zagranicznych i… nowemu szefowi CBA.

    Koszty przedsięwzięcia spółek Stanowski&Sikorski i Pomianowski&Sikorski pokrywają podatnicy, obywatele kraju, gdzie 35 proc. dzieci przychodzi na świat w rodzinach ledwo wiążących koniec z końcem, gdzie 3 mln ludzi żyje w skrajnym ubóstwie, gdzie pół miliona dzieci wychodzi z domu do szkoły bez śniadania, a za chlebem wyemigrowało 2 mln młodych. Na przykładzie Fundacji jak w soczewce widać swoisty „układ”, wokół którego przewija się dziwny krąg ludzi z Sikorskim na czele. Prezes Kaczyński miał kiedyś trafny termin „układ”, ale co miał na myśli? A może lepiej nie dawać argumentów do ręki zwolennikom teorii spiskowych (np. takiemu nowemu ministrowi obrony), i po prostu Agencję Likwidacyjną wraz z zapleczem złożonym z „mędrców” pewnej świętej góry zlikwidować?
    Tekst ukazał się na łamach tygodnika Warszawska Gazeta!
  • Anna Walentynowicz mówi wprost o Henryce Krzywonos. „Kradła i piła. Wyszkowski wyrzucił ją ze strajku”
    https://youtu.be/djW3XP-rmeI 0:59 – ” w dwudziestą rocznicę sierpnia było to konfrontowane” – wywiad pośmiertny? Krzywonos to pijaczka, Alina Pieńkowska (razem z Kuroniem chlali), samozwańczy był i Zenek Kwoka i Krzywonos. Wszyscy pili, kradli, nie strajkowali, sami agenci, tylko Gwiazdowie uratowali Solidarność.. Źródło: http://niezwykle.com/anna-walentynowicz-mowi-wprost-o-henryce-krzywonos-kradla-i-pila-wyszkowski-wyrzucil-ja-ze-strajku/
  • @Kula Lis 65 15:11:15 Ps...
    PO-komunistyczni złodzieje zadbali o swoich !!! Sprawę należy nagłośnić i zbadać.To nie jej prywatna sprawa. Jeżeli jest to emerytura wypłacana z podatków, do tego Krzywonos jest osobą publiczną, to nie jest to jej prywatna sprawa. Można by się przyjrzeć jej przeszłości. Za chwilę to może już nie być jej prywatna sprawa, a prokuratora. Właśnie w łapach takich kreatur są nasze przyszłe emerytury. Koniecznie powinno się prześwietlić prawidłowość ich wyliczeń. To jak to jest? Takie padliny jak Niesioł, Krzywonos itd. itp. mając tak wysokie emerytury mogą dorabiać 12000 zł miesięcznie, natomiast zwykły człowiek mający 1800 emerytury musi liczyć przy dorabianiu każdą złotówkę, żeby mu emerytury nie zabrali???? A może by tak ustawa, że POSEŁ pobierający emeryturę musi ją zawiesić? A może ustawa że taki Niesioł 71 lat to nie może już być posłem bo po prostu jest za stary? jeśli chodzi o niego to jestem za eutanazją :)!!!
  • @moher 01:50:01
    WYKAZ OFIAR GRUDNIA 1970 R. (IPN GDAŃSK)

    Wykaz osób zabitych na Wybrzeżu w Grudniu 1970 r.[1]

    Zabity w Elblągu[2]

    Marian Sawicz, ur. 1 IX 1948, pracownik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Elblągu, zm. 18 XII 1970

    Zabici w Gdańsku[3]

    Jerzy Matelski, ur. 14 III 1943, dźwigowy, pracownik Stoczni Gdańskiej im. Lenina, zm. 16 XII 1970
    Stefan Mosiewicz, ur. 7 V 1948, pracownik Stoczni Gdańskiej im. Lenina, zm. 16 XII 1970
    Andrzej Perzyński, ur. 12 I 1951, pracownik Stoczni Gdańskiej im. Lenina, zm. 15 XII 1970
    Waldemar Rebinin, ur. 29 X 1944, kierowca-sanitariusz, pracownik Wojewódzkiej Kolumny Transportu Sanitarnego w Gdańsku, zm. 15 XII 1970
    Kazimierz Stojecki, ur. 5 I 1912, piaskarz, pracownik Stoczni Gdańskiej im. Lenina, zm. 15 XII 1970
    Bogdan Sypka, ur. 4 II 1950, student Wyższej Szkoły Rolniczej w Szczecinie, zm. 15 XII 1970
    Józef Widerlik, ur. 13 X 1946, pracownik Stoczni Gdańskiej im. Lenina, zm. 15 XII 1970
    Marian Zastawny, ur. 26 III 1946, pracownik „Techmetu” w Pruszczu Gdańskim, zm. 15 XII 1970

    Zabici w Gdyni[4]

    Brunon Drywa, ur. 20 VII 1936, ślusarz, pracownik Zarządu Portu Gdynia, zm. 18 XII 1970, pochowany na Cmentarzu Witomińskim w Gdyni
    Apolinary Formela, ur. 18 X 1950, fileciarz w PPDiUR „Dalmor” w Gdyni, zm. 17 XII 1970, pochowany na Cmentarzu Witomińskim w Gdyni
    Zygmunt Gliniecki, ur. 15 IV 1955, uczeń SP nr 7 w Gdyni, zm. 17 XII 1970, pochowany na cmentarzu Gdynia Leszczynki
    Zbigniew Godlewski, ur. 3 VIII 1952, pracownik fizyczny Zarządu Portu Gdynia, zm. 17 XII 1970, pochowany na cmentarzu komunalnym w Elblągu przy ul. Agrykola
    Jan Kałużny, ur. 27 III 1948, pracownik przeładunkowy Zarządu Portu Gdynia, zm. 17 XII 1970, pochowany na Cmentarzu Witomińskim w Gdyni
    Jerzy Kuchcik, ur. 10 II 1950, spawacz w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, zm. 17 XII 1970, pochowany na cmentarzu w Broniszewie
    Stanisław Lewandowski, ur. 7 V 1946, kowal w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, zm. 17 XII 1970, pochowany na cmentarzu w Skępem
    Zbigniew Nastały, ur. 8 III 1953, uczeń ZSZ przy Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, zm. 17 XII 1970, pochowany na cmentarzu Wejherowo Śmiechowo
    Józef Pawłowski, ur. 16 I 1946, ślusarz w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, zm. 17 XII 1970, pochowany na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku
    Ludwik Piernicki, ur. 4 II 1950, hydraulik w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, zm. 17 XII 1970, pochowany na cmentarzu w Goręczynie
    Jan Polechońki, ur. 14 VI 1940, spawacz w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, zm. 17 XII 1970, pochowany na cmentarzu w Olszanicy
    Zygmunt Polito, ur. 30 IV 1946, spawacz w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, zm. 17 XII 1970, pochowany na Cmentarzu Witomińskim w Gdyni
    Stanisław Sieradzan, ur. 8 V 1952, uczeń Technikum Chłodniczego w Gdyni, zm. 17 XII 1970, pochowany na Cmentarzu Witomińskim w Gdyni
    Jerzy Skonieczka, ur. 18 IV 1955, uczeń SP nr 32 w Gdyni, zm. 20 XII 1970, pochowany na Cmentarzu Witomińskim w Gdyni
    Marian Wójcik, ur. 23 IX 1937, pracownik fizyczny Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, zm. 18 XII 1970, pochowany na cmentarzu Wejherowo-Smiechowo
    Zbigniew Wycichowski, ur. 13 II 1950, ślusarz, pracownik Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni, zm. 11 I 1970, pochowany na Cmentarzu Witomińskim w Gdyni
    Waldemar Zajczonko, ur. 4 IX 1950, student Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego w Gdańsku, zm. 17 XII 1970, pochowany na cmentarzu katolickim w Sopocie przy ul. Malczewskiego
    Janusz Żebrowski, ur. 31 X 1953, uczeń LO nr 2 w Gdyni, zm. 17 XII 1970, pochowany na cmentarzu Gdynia Leszczynki



    Zabici w Szczecinie[5]
    Eugeniusz Błażewicz, 22 lata, kierowca w Stoczni im. Warskiego w Szczecinie, zm. 18 XII 1970
    Stanisław Kamać, 18 lat, kierowca-mechanik w Miejskim Przedsiębiorstwie, Komunikacyjnym w Szczecinie, zm. 17 XII 1970
    Jadwiga Kowalczyk, 16 lat, uczennica Szkoły Przysposobienia Rolniczego w Szczecinie, zm. 17 XII 1970
    Daniel Kućma, 24 lata, stolarz w Szczecińskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Miejskiego nr 1, zm. 21 XII 1970
    Roman Kużak, 23 lata, nauczyciel WF w SP nr 43 w Szczecinie, zm. 17 XII 1970
    Stanisław Nadratowski, 20 lat, żołnierz służby zasadniczej WP, zm. 19 XII 1970
    Henryk Perkowski, 20 lat, szklarz w Przedsiębiorstwie Budownictwa Miejskiego nr 1 w Szczecinie, zm. 17 XII 1970
    Edward Prysak, 42 lata, cieśla, zm. 18 XII 1970
    Zbigniew Semczyszyn, 23 lata, magazynier w Spółdzielni Pracy Transportowo-Przeładunkowej „Norma” w Szczecinie, zm. 17 XII 1970
    Michał Skipor, 19 lat, uczeń zawodu w prywatnym zakładzie samochodowym, zm. 17 XII 1970
    Stefan Stawicki, 16 lat, uczeń Zasadniczej Szkoły Budowy Okrętów w Szczecinie, zm. 18 XII 1970
    Waldemar Szumiński, 22 lata, pracownik budowlany w Rejonie Eksploatacji Dróg Publicznych w Skoczowie, zm. 17 XII 1970
    Julian Święcicki, 59 lat, rencista, zm. 17 XII 1970
    Zygmunt Toczek, 23 lata, tokarz w warsztatach Zasadniczej Szkoły Metalowej w Szczecinie, zm. 17 XII 1970
    Wojciech Woźnicki, 21 lat, ślusarz w zakładzie prywatnym w Pilchowie, zm. 19 XII 1970
    Janusz Wrzodak, 27 lat, technik budowlany, zm. 17 XII 1970

    Udokumentowane ofiary stanu wojennego w Gdańsku (13 XII 1981–22 VII 1983)[6]

    Antoni Browarczyk, 20 lat, uczeń szkoły zawodowej, zm. 23 XII 1981
    Wacław Kamiński, 32 lata, spawacz Stoczni Gdańskiej im. Lenina, zm. 28 XI 1982
    Piotr Sadowski, 22 lata, pracownik Zarządu Portu Gdańsk, zm. 31 VIII 1982
    Jan Samsonowicz, 39 lat, zaopatrzeniowiec w Akademii Medycznej w Gdańsku, zm. 30 VI 1983

    Opracował: Piotr Brzeziński, OBEP IPN Gdańsk, 31 stycznia 2012 r.

    [1] Wg oficjalnych danych w Grudniu 1970 r. na Wybrzeżu śmierć poniosło 45 osób.
    [2] Wg: J. Eisler, Grudzień 1970. Geneza, przebieg, konsekwencje, Warszawa 2000, s. 279–280.
    [3] Wg: J. Eisler, I. Greczanik-Filipp, W. Kwiatkowska, J. Marszalec, To nie na darmo... Grudzień ’70 w Gdańsku i Gdyni, red. M. Sokołowska, s. 38 i 68–70.
    [4] Wg: P. Brzeziński, R. Chrzanowski, A. Nadarzyńska-Piszczewiat, Zbrodnia bez kary. Grudzień 1970 w Gdyni. Przebieg wydarzeń, represje, walka o prawdę, red. M. Sokołowska, Gdynia 2010, s. 384–401.
    [5] Wg: A. Strokowski, Lista ofiar. Grudzień 1970 r. w Szczecinie, Szczecin 2009, s. 37–58.
    [6] Wg: http://www.13grudnia81.pl/portal/sw/698/Milczacy_swiadkowie.html, 31 I 2012 r. Źródło: http://serwis21.blogspot.co.uk/2012/12/wykaz-ofiar-grudnia-1970-r-ipn-gdansk.html
  • @moher 01:50:01
    Andrzej Gwiazda: Prawdziwym powodem, że została odsunięta było to, że ją złapali na kradzieży pieniędzy! Mieliśmy o tym nie mówić, ale wobec takiej bezczelności – trzeba! ps.operacyjny TABOR - to o Krzywonos
    link-http://wpolityce.pl/polityka/274142-tylko-u-nas-gwiazdowie-wsciekli-na-krzywonos-napisano-sztuczny-zyciorys-ktory-pozwala-jej-teraz-byc-cynglem-platformy?strona=2 Ostatni wywiad z Anią Walentynowicz-o krzywonos https://www.youtube.com/watch?v=djW3XP-rmeI
  • @moher 01:50:01
    Krzywonos była funkcjonariuszką tak jak"Bolek" Wałęsa,znam takich w swoim zakładzie pracy cóż tak sobie poustawiali przy okrągłym stole.Do dziś mści się fatum grubej kres"żółwia" Mazowieckiego też wątpliwej reputacji.Ciagle brak lustracji,przecież S-becja bardzo inwigilowała środowiska opozycji robotniczej i wprowadzała konfidentów w ich szeregi,do tej pory wśród społeczeństwa istnieją tacy ludzie.Trzeba im wypowiedzieć wojnę ukryta czy jawną bez zważania na uwarunkowania.
    Nie można tego tak zostawić To jest jawny przekręt co za oszustwo!!! Trzeba to wszędzie nagłaśniać do skutku!!! Imiona HENRYKA KRYSTYNA
    Nazwisko KRZYWONOS - STRYCHARSKA
    Nazwisko rodowe JANUSZKIEWICZ
    Data urodzenia 27.03.1953
    Imię ojca HENRYK
    Imię matki HALINA
    Miejsce urodzenia OLSZTYN..Figuruje w aktach operacji krypt. „Gotowość” prowadzonej przez Wydz. III „A”, Wydz. V, Wydz. Śledczy KWMO w Gdańsku w okresie: 03.02.1980-22.12.1982 r. Materiały dotyczą przygotowania i prowadzenia akcji internowania działaczy NSZZ "Solidarność". H. Krzywonos figuruje w wykazie i arkuszu ewidencyjnym osób przewidzianych do internowania jako jedna z czołowych przywódców strajku w WPK w Gdańsku, członek Plenum MKS i Prezydium MKZ NSZZ "Solidarność" (ostatecznie do internowania nie doszło). Zapisy dotyczące internowania anulowano przed ogłoszeniem stanu wojennego. Akta o sygn. IPN Gd 340/2 t. 1, sygn. IPN Gd 0207/10 t. 1 cz. 1-3 (sygn. IPN 01439/53, IPN 0754/10, 911/2), k. 5, 118, 152-153 i 202. Aktualizacja danych osobowych z 1985 r. Karta zawiera jedynie dane osobowe - również wszystkie poprzednie nazwiska używane przez ww. Brak informacji operacyjnych. Czyli III-cia żydolewacka okrągłostołowa wystrugała z banana swoje autorytety, ogłosiła je ogłupianym tubylcom!!!
  • @Kula Lis 65 15:11:15
    Musiałaby być pułkownikiem SB aby mieć taką resortową emeryturę. Jest to raczej niemożliwe ze względu na IQ orangutana. Nawet Bolek był tylko kapralem, i jako b.prezydent ma tylko coś ponad 4000 zł, mówi, że nie ma jak z tej emerytury żyć!. Jej przyznał pewnie specjalną /dodatek jako opozycjonistce?! do jej emerytury Tusk będąc premierem lub taka sama alkoholiczka jak Krzywonos koślawy 5ty Peron Kopacz..To jest do sprawdzenia!
  • @moher 01:50:01
    Krzywonos była ona w ramach "resocjalizowania" gdańskich prostytutek na SBckim etacie - w PRL-owskim żydokomunistycznym MSW sterowanym przez żydokomunistów Kiszczaka i Jaruzela - jako agentki i prowokatorka. Potem w esbeckiej III-ciej RzeszyPOsPOlitej żydokomunistyczne łżemedia poprzez nachalną propagandę zrobiły z niej "bohaterkę" Solidarności. POdobnie było z płatnym prowokatorem SB Bolkiem, którego zwerbował oficer SB Graczyk, a który później jako prezio przywrócił PO-komunę i dał gigantyczne POdwyżki zbrodniczym esbekom i PZPR-owcom. Ta spasiona jak świnia na PO-komunistycznym wikcie POlszewicka Hunwejbinka-Maoistka z krzywym nosem i krzywym życiorysem wymachiwała w Sejmie "czerwoną książeczką" tak jak kiedyś jej idole zbrodniczy Maoiści. Sterowani z Gejrlina Maoiści-POlszewicy szczekając jak psy i tupiąc jak sowieckie bydło wymachiwali "czerwonymi książeczkami" w Polskim Sejmie ! czyli Konstytucją stworzoną przez PRL-owskich żydo-komunistów na czele z członkiem zbrodniczej PZPR, szpiegiem omcmgr pijakiem Stolzmanem, który swego czasu pijany jakświnia bełkotał nad grobami zamordowanych przez jego kumpli Polskich Oficerów w Katyniu. Dzisiaj jego kumple szpiedzy z PO-PSL-Nowociapnej urządzają awantury w Polskim Sejmie tupiąc kopytami i wymachując czerwonymi książeczkami tak ja ich idole zbrodniczy Maoiści !
  • @moher 01:50:01
    To wiadomo dlaczego tak wrzeszczy! Prymitywna hipokrytka . To co można powiedzieć o tych co na nią głosowali ? Jak widać idiotów w Polsce nie brakuje. Wymachuje konstytucją i wrzeszczy bo boi się, że nowa władza może dobrać się do jej portfela, a swoją drogą należy się zainteresować ZUS -em jak oblicza się emerytury "tramwajarzom".

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY

  • I.C
    posty: 120 komentarze: 163